— A nie, panienko, nie miałam kiedy.
— Dadzą ci w kuchni jeść. Czy wuj ma jeszcze chleb?
— Niewiele, panienko, ale zwłaszcza brak nam prochu. Przyszła już pora kasztanów118, tak że teraz trzeba mu tylko prochu.
— Dam ci bochenek chleba i proch. Powiedz mu, aby oszczędzał. Drogi jest.
— Kolombo — rzekł Orso po francusku — któż jest przedmiotem tego miłosierdzia?
— Biedny bandyta z naszej wsi – odparła Kolomba w tym samym języku. — Ta mała to jego siostrzenica.
— Zdaje mi się, że mogłabyś lepiej umieszczać swe dary. Po co posyłać proch hultajowi, który posłuży się nim dla spełnienia jakiej zbrodni? Gdyby nie ta opłakana pobłażliwość, jaką wszyscy tutaj wyraźnie żywią dla bandytów, od dawna już nie byłoby ich na Korsyce.
— Najgorsi złoczyńcy w kraju to nie ci, którzy są w lasach119.
— Daj mu chleba, jeśli chcesz, tego nie godzi się odmawiać nikomu; ale nie życzę sobie, abyś im dostarczała amunicji.
— Bracie — rzekła Kolomba poważnie — jesteś panem i wszystko do ciebie należy w tym domu, ale uprzedzam cię, dam swoje mezzaro tej dziewczynce, aby je sprzedała raczej, niżbym miała odmówić prochu bandycie. Odmówić prochu! Toż by znaczyło tyle, co wydać go żandarmom. Jakąż ma on ochronę przeciw nim, jeśli nie naboje?