To mówiąc, otworzył walizę i wydobył z niej kilka sukien, szal i inne przedmioty stosowne dla młodej osoby.

— Co za śliczne rzeczy! — wykrzyknęła Kolomba. — Schowam je zaraz, żeby się nie zniszczyły. Zachowam je na swoje wesele — dodała ze smutnym uśmiechem — bo teraz jestem w żałobie.

— To przesada, siostro, nosić żałobę tak długo.

— Przysięgłam — rzekła Kolomba stanowczym tonem. — Zdejmę żałobę aż w dniu...

Tu spojrzała przez okno ku domowi Barricinich.

— W dniu, w którym wyjdziesz za mąż? — rzekł Orso, starając się uchylić koniec zdania.

— Wyjdę za mąż — rzekła Kolomba — jedynie za człowieka, który spełni trzy rzeczy...

I wciąż spoglądała złowrogo ku domowi wrogów.

— Taka ładna dziewczyna jak ty, Kolombo, dziw, że się dotąd nie wydała. No, przyznaj się, kochanie, kto się tam zaleca do ciebie? Zresztą, będę przecież słyszał serenady. Musiałyby być ładne, aby się spodobać tak wielkiej voceratrice.

— Któż chciałby biedną sierotę?... Przy tym tylko ten skłoni mnie do zrzucenia szat żałobnych, kto każe wdziać żałobę kobietom tam z przeciwka.