„To przechodzi już w szaleństwo” — pomyślał Orso.
Ale nie odpowiedział nic, aby uniknąć dyskusji.
— Bracie — rzekła Kolomba pieszczotliwie — ja także mam ci coś ofiarować. Ubranie, które nosisz, jest o wiele za wykwintne na nasz kraj. Twój piękny surdut poszedłby w strzępy po dwóch dniach, gdybyś się w nim wybrał w chaszcze. Trzeba go zachować na czas, kiedy przyjedzie miss Nevil.
Po czym otworzywszy szafę, wydobyła z niej całkowity strój strzelecki.
— Kazałam ci zrobić aksamitny kaftan, a oto czapka, taka, jaką noszą nasi strojnisie; wyhaftowałam ją dla ciebie już dawno. Czy zechcesz przymierzyć?
To mówiąc, podała bratu obszerny kaftan, z ogromną kieszenią na grzbiecie. Włożyła mu na głowę szpiczastą czapkę z czarnego aksamitu, wyhaftowaną dżetem121 i jedwabiem tegoż samego koloru i zakończoną kutasem122.
— Oto ładownica ojca — rzekła — jego sztylet jest w kieszeni kaftana. Poszukam ci pistoletu.
— Wyglądam na prawdziwego opryszka z opery komicznej — rzekł Orso, przeglądając się w lusterku, które mu podała Saweria.
— Bardzo wam tak do twarzy, Ors’ Anton’ — mówiła stara służąca. — Najładniejszy pinsuto123 z Bocagnano lub Bastelica nie ma dzielniejszej miny!
Orso siadł do śniadania w nowym kostiumie. W czasie posiłku oznajmił siostrze, że walizka zawiera nieco książek; zamiarem jego jest sprowadzić jeszcze więcej z Francji i z Włoch i pracować z nią wiele.