Bez tchu, wyczerpana, Kolomba nie była zdolna wymówić słowa. Oparła głowę na ramieniu brata, z ręką wciśniętą między jego dłonie. Mimo iż Orso w głębi dosyć miał za złe jej wystąpienie, zanadto był niespokojny, aby czynić siostrze najlżejszą wymówkę. Oczekiwał w milczeniu końca ataku nerwowego, jakiego zdawała się być pastwą, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Saweria wbiegła pomieszana, oznajmiając: „Pan prefekt!” Na to imię Kolomba podniosła się, jak gdyby zawstydzona swą słabością, i stała wyprostowana, opierając się na krześle, które widocznie drżało pod jej ręką.

Prefekt zaczął od kilku słów banalnego usprawiedliwienia niewłaściwej pory odwiedzin, wyraził współczucie dla stanu panny Kolomby, wspomniał o niebezpieczeństwie silnych wzruszeń, zganił obyczaj żałobnych lamentacji, które talent improwizatorki czyni tym boleśniejszymi dla obecnych; wsunął zręcznie lekki wyrzut z przyczyny ostatniej apostrofy143. Następnie, zmieniając ton, rzekł:

— Panie della Rebbia, przywożę dla pana wiele uprzejmych wyrazów od pańskich angielskich przyjaciół. Miss Nevil przesyła nadto serdeczności pańskiej siostrze. Mam panu doręczyć list, który przywiozłem.

— List od miss Nevil? — wykrzyknął Orso.

— Nieszczęściem, nie mam go przy sobie, ale otrzyma go pan za pięć minut. Pułkownik był cierpiący. Lękaliśmy się chwilę, aby się nie stał pastwą naszej straszliwej febry. Dzięki Bogu, jest już wolny od niebezpieczeństwa, o czym będzie pan mógł sam osądzić, mam nadzieję bowiem, że ujrzysz go niedługo.

— Miss Nevil musiała być bardzo niespokojna?

— Szczęściem, dowiedziała się o niebezpieczeństwie dopiero wówczas, kiedy już było daleko. Panie della Rebbia, miss Nevil wiele mówiła mi o panu i o pańskiej siostrze.

Orso skłonił się.

— Ma wiele przyjaźni dla obojga państwa. Pod zewnętrzną formą pełną uroku, pod pozorami lekkości, kryje ona prawdziwe skarby rozumu i charakteru.

— To urocza osoba — rzekł Orso.