— Jeżeli tu przybyłem, to prawie że na jej prośbę, panie della Rebbia. Nikt lepiej ode mnie nie zna opłakanej przygody, której wolałbym nie musieć przypominać panu. Wobec tego, że pan Barricini jest jeszcze merem Pietranera, a ja prefektem tego departamentu, nie potrzebuję panu mówić, ile wagi przywiązuję do pewnych podejrzeń, których, jeśli dobrze jestem powiadomiony, nierozważne osoby panu udzieliły i które pan odtrąciłeś, wiem o tym, z całym oburzeniem, jakiego można się było spodziewać po pańskim stanowisku i charakterze.
— Kolombo — rzekł Orso, kręcąc się niespokojnie na krześle — jesteś bardzo zmęczona. Powinna byś się położyć.
Kolomba uczyniła przeczący gest. Wróciła do zwykłego spokoju i wlepiła gorejące oczy w prefekta.
— Pan Barricini — ciągnął prefekt — pragnąłby żywo, aby już ustała ta nieprzyjaźń... to jest ten stan niepewności, w jakim panowie znajdujecie się wzajem... Co do mnie byłbym uszczęśliwiony, widząc, iż wytwarzają się między panem a nim stosunki, jakie winny panować między ludźmi godnymi wzajemnego poważania...
— Panie prefekcie — rzekł Orso wzruszonym głosem — nigdy nie oskarżałem adwokata Barricini o zabójstwo ojca, ale popełnił czyn, który na zawsze broni mi utrzymywania z nim jakichkolwiek stosunków. Podrobił list z pogróżkami w imieniu pewnego bandyty... a przynajmniej podstępnie przypisał ten list memu ojcu. Ostatecznie ten list, panie prefekcie, stał się prawdopodobnie pośrednią przyczyną jego śmierci.
Prefekt skupił się chwilę.
— To, że pański ojciec mógł w to uwierzyć wówczas, kiedy uniesiony żywością charakteru prowadził sprawę przeciw panu Barricini, to się da usprawiedliwić; ale z pańskiej strony podobne zaślepienie jest niedopuszczalne. Niech się pan zastanowi, że Barricini nie miał żadnego interesu w podrabianiu tego listu. Nie mówię panu o jego charakterze... nie znasz go pan, jesteś uprzedzony... ale nie przypuszczasz chyba, aby człowiek znający prawo...
— Ależ, panie — rzekł Orso podnosząc się z krzesła — niech się pan raczy zastanowić, iż mówić mi, że ten list nie jest dziełem pana Barricini, znaczy przypisywać go memu ojcu. Jego honor, panie prefekcie, jest moim.
— Nikt więcej ode mnie, drogi panie — podjął prefekt — nie jest przekonany o honorze pułkownika della Rebbia... ale... autor listu jest już dziś wiadomy.
— Kto? — wykrzyknęła Kolomba, podchodząc ku prefektowi.