— Ech! Nie, on nie ma zamiaru bić się z panem!... Ale jeżeli pana zamorduje.... Zrobił pan wszystko, co trzeba, aby na to zapracować.
— Będziemy się strzegli — rzekła Kolomba.
— Orlanduccio — rzekł Orso — wydaje mi się odważnym chłopcem i lepsze mam o nim pojęcie, panie prefekcie. Za rychło chwycił się sztyletu, ale na jego miejscu byłbym może postąpił tak samo; szczęście to dla mnie, że siostra moja ma garść tęższą od lada salonowej lalki.
— Nie będzie się pan bił! — wykrzyknął prefekt. — Zabraniam panu!
— Pozwoli pan sobie powiedzieć, panie prefekcie, iż w sprawach honoru nie uznaję innej władzy prócz mego sumienia.
— Powiadam panu, że nie będziesz się bił!
— Może mnie pan zaaresztować, panie prefekcie... to jest, jeżeli dam się ująć. Ale gdyby to się stało, odwlókłby pan jedynie sprawę, obecnie nieuniknioną. Jest pan człowiekiem honoru, panie prefekcie; wie pan dobrze, że nie może być inaczej.
— Jeżeli pan każe uwięzić brata — dodała Kolomba — połowa wsi ujmie się za nim i będziemy mieli ładną strzelaninę.
— Uprzedzam pana — rzekł Orso — i błagam, chciej uwierzyć, że to nie fanfaronada153; uprzedzam pana, że jeżeli mer Barricini nadużyje swej władzy, aby mnie uwięzić, będę się bronił.
— Od dziś dnia — rzekł prefekt — mer Barricini zawieszony jest w swoich czynnościach... Usprawiedliwi się, mam nadzieję. Posłuchaj mnie pan, jestem panu życzliwy. To, o co proszę, to bardzo niewiele; siedź pan spokojnie aż do mego powrotu z Corte. Nieobecność moja potrwa jedynie trzy dni. Wrócę z prokuratorem i rozwikłamy wówczas zupełnie tę smutną sprawę. Czy przyrzeka mi pan wstrzymać się aż do tego czasu od wszelkich nieprzyjacielskich kroków?