— Ja nie mówię, że jest głupi. Jest bardzo bystry i wyszczekany. Ale specjalnie mądry to on nie jest. Prawdę mówię, Iwan?
Ryży Iwan daje głos na dowód wyszczekania, ale nadal trwa wpatrzony w redaktorkę, ziając i robiąc najbardziej błazeńskie miny z psiego repertuaru.
— Świetnie pan rozumie psią duszę — rzecze uprzejmie pani Jowita.
— E. Jaką tam duszę. Psy nie mają duszy.
— No wie pan!
— Tego tylko brakuje, by mi ten, za przeproszeniem, sukinsyn jeszcze po śmierci w zaświecie głowę zawracał. Trzeba przecież od siebie odpocząć. A poza tym to nie wie nikt, na co się Pan Bóg z psami umawiał. Z ludźmi to wiadomo: na duszę nieśmiertelną, na niebo albo piekło, do wyboru. Ale z psami? Dlaczego miałby się umawiać z psami na to samo, co z ludźmi? Niech pani popatrzy, jaki świat złożony. Inny jest los człowieka, inny myszy, gołębia, ryby albo tej osy, co to leci upierdolić Iwana, a która wcale nie jest osą, tylko gąsienicznikiem, i składa jaja w ciałach gąsienic pewnych gatunków motyli. Dlaczego wszystkich miałoby spotkać to, co ludzi? Prawdę mówię, Iwan, czorcie jeden?
Rudy kundel szczeka donośnie.
— Sama pani widzi. A gdyby to było mało, to powiem pani w sekrecie, że ten psi syn nie jest nawet ochrzczony. I kiedy patrzę, jak się prowadzi, jak za sukami gania, jak tylko patrzy, co by tu komu zwędzić i jak zrobić, żeby się nie narobić, a za to nażreć się za pięciu, to już lepiej, by nie miał duszy, bo psie diabły w psim piekle z pewnością już na niego kręcą łańcuch i kolczatkę. Nie zanudzam pani?
— Absolutnie. Pan jest szalenie zajmujący.
— Jak na żula. Prawda?