Jowita Popiel waha się, ale tylko przez krótką chwilę.

— Tak. Jak na żula — przyznaje. Prezydent uśmiecha się szeroko.

— To miłe, że pani nie udaje, co o mnie myśli.

— Jak pan został Prezydentem?

I Prezydent odpowiada, że to bardzo proste. Wystarczy odpowiednio się nazywać. Przedstawia się więc z imienia i nazwiska i już sprawa jest jasna. Zaczęto go tak przezywać, gdy jego imiennik wygrał wybory.

— A żulem? Jak pan został żulem? Jest pan inteligentny i dobrze się wysławia.

— Jedno i drugie chyba przez książki. Ja dużo czytam, pani redaktor. Zawsze dużo czytałem. Pewnie za dużo. Od czytania robią się z głową dziwne rzeczy. Potem człowiek nie może jakoś odnaleźć się w życiu. Ale przestać się nie da. Straszny nałóg, te książki. Stokroć gorszy od wódki. Powinno się go leczyć na odwyku w specjalistycznych ośrodkach. Najgorsze zaś jest to, że już przeczytałem wszystko, co w miejskiej bibliotece było wartościowego i nadawało się do czytania.

— Mam sporo książek na ranczu za miastem. Może nie wszystkie są wartościowe, ale pewnie coś pan dla siebie znajdzie. Zapraszam.

Prezydent płoszy się nagle. Czuje, że płoni się jak nastolatek.

— Ale ten... Obiecałem Iwanowi, że pójdziemy nad Wisłokę oglądać perkozy. Znaczy, on płoszy, a ja oglądam.