— Co z nimi nie tak?

— Nie lubię współczesnej polskiej literatury. Niby to pięknie napisane, ale ja tam nie znajduję siebie. Nie ma tam mojego życia.

— Życie jest gdzie indziej — zauważyła pani Jowita.

— O, Kunderę to nawet lubię. Ale tu się pomylił, bo życia wcale nie ma gdzie indziej. Tylko tu.

— Chodziło mi o to, że w ogóle życia nie ma w literaturze. Książki jedno, życie drugie.

— To mnie pani zmartwiła. Takie słowa z ust osoby, która ze słowa żyje. Gdzie ja położę głowę, jeśli braknie dla mnie miejsca w słowach? Niespokojne jest serce moje, póki nie spocznie w książce.

— Z tym życiem ze słowa to ciężko — zachichotała redaktorka raczej niewesoło. — Z pisania do lokalnej gazety może i jest chleb, ale o karmę dla psów i drewno na opał to już byłoby ciężko. Tak naprawdę żyję z pensji męża.

Prezydent zwykle raczej słuchał, niż dopytywał, dlatego ludzie chętnie opowiadali mu o różnych sprawach.

— Mąż prowadzi firmę, robią beton na Błoniach. Każdy potrzebuje betonu, w przeciwieństwie do książek i gazet. Maciek jest dobrym człowiekiem i przynosi do domu dobre pieniądze. Kiedyś myślałam, że to wystarczy.

— A nie wystarczy?