— Powinien spaść i skręcić sobie kark.
— Na to musiałby mieć choć trochę odwagi.
W ich głosach usłyszał Prezydent Grubego Bubę i pana przewodnika. Znów znalazł się w dzieciństwie, zepchniętym do piwnicy pamięci. Znów był na szkolnej wycieczce, a Gruby Buba rozdeptał salamandrę. Znów był myszą, małym zwierzątkiem, nikim. Pojął też, że wszedł naprawdę wysoko, i zakręciło mu się w głowie.
Może łańcuch wcale nie trzymał tak mocno. A może pękł, bo był stary i zjedzony przez rdzę. A może z łańcuchem wszystko było w porządku, tylko słowa przechodniów zaklęły Prezydenta, tak, że spadł, a w głowie wybuchła mu czerń.
*
Dopiero na trzeci dzień od wypadku pozwolono panu Jonaszowi i Szegiemu zobaczyć się z Prezydentem. Ryżego Iwana nie wpuszczono do szpitala, choć był zdecydowanie bliższą osobą niż tamci dwaj. Co więcej, Prezydent wpisał go jako osobę upoważnioną do otrzymywania informacji o swoim stanie zdrowia. Lekarz dyżurny wpadł w szał, gdy okazało się, kim naprawdę jest pan Iwan Ryży. A przecież wcale by to lekarzowi nie uwłaczało, gdyby na chwilę usiadł i porozmawiał z najbliższą Prezydentowi osobą.
— Stan jest stabilny, panie Iwanie — mógłby wtedy powiedzieć pan doktor.
— Chory wymaga opieki i z pewnością spędzi w szpitalu najbliższy tydzień, może nawet dłużej. Ale już rozpoczęliśmy rehabilitację.
Tak powinno być, bo Prezydent wątpił, czy pan Jonasz i Szegi przekażą Iwanowi wszystko, jak należy. Tymczasem jednak musiało mu wystarczyć towarzystwo tych dwóch. Siadywali oni przy jego łóżku i pierwszy mówił, że Prezydent wkrótce wróci do zdrowia i znów będą mogli spotykać się o poranku na ławeczce przy ulicy Kolejowej, a drugi twierdził, że Prezydent lada dzień zdechnie. Kończyło się to nieodmiennie kłótnią i pielęgniarki musiały wyrzucać obu z oddziału, nie szczędząc pod ich adresem słów tyleż przykrych, co prawdziwych.
Prezydent jednak cieszył się, że przychodzą. Na sali oprócz niego byli sami porządni pacjenci i żaden z nich nie chciał mieć z Prezydentem nic wspólnego. Sarkali tylko półgłosem, że taki ma opiekę i za darmo dostaje to, na co oni muszą łożyć ze swych podatków. Prezydentowi również nie wydawało się to sprawiedliwe, bo przecież był nikim, ale świat najwyraźniej został tak skonstruowany, by taki nikt jak on dostawał dokładnie to samo, co prawdziwi ludzie.