— Pewnie bym i znalazł, pani redaktor, ale obawiam się, że nie za bardzo jest o czym.

— A ja myślę, że jednak jest.

— Pójdzie wszystko przeinaczone do gazety i potem ludzie będą się śmiać.

— Nie pójdzie nic, czego pan nie zechce.

— Hm.

— Jutro?

— Jutro nie. Muszę kopać grób.

— Grób?

— Grób. Ale może być pojutrze. Niech pani przyjdzie o dziesiątej rano pod Kaczyńskiego.

— Pojutrze o dziesiątej pod Kaczyńskim. Jak najbardziej. Do zobaczenia, panie Prezydencie. — Uśmiechnęła się słonecznie i uścisnęła mu dłoń. Ryży Iwan trącił kobietę łapą, więc uścisnęła ją również. Pan Jonasz i Szegi nie zwracali już na nią uwagi. Zupełnie jakby była myszą.