— Czy tak?
Gordon nie odpowiedział, ale lekki uśmiech przebiegł po jego twarzy.
— Dlaczego się śmiejesz? — krzyknął Ostap.
— Nie śmieję się. Nie, nie... ale to takie dziwne, że wszyscy ludzie zadają w tej samej chwili to samo pytanie w tej samej formie... Tak, znam tę wściekłość, która chce skalać najbrutalniejszymi myślami kobietę, upadłą kobietę...
— Tak, tak... czy i ty to znasz? Ha, ha, ha... tyś bardzo doświadczony!...
— Nie ma żadnego bólu, którego bym ja nie był doznał9 — rzekł Gordon cicho i bardzo smutnie, jak gdyby mówił do siebie samego.
Ostap bardzo spoważniał.
— Słuchaj, Gordonie, zrobię wszystko, co zechcesz, ale czy odpowiesz mi na kilka pytań?
— Pytaj!
— Kiedy wówczas pojechała do Londynu do przyjaciółki, pojechała przecież do ciebie, chociaż krążyła pogłoska, że tyś wyjechał do Ameryki — wszak prawda?