Zdaje się, że ten człowiek naprawdę uważa mnie za smarkacza. To śmiesznie! Naturalnie oni nie wierzą, że jestem w stanie plan swój przeprowadzić. He, he... Przypuszczają, że chcę tylko wzbudzić zaciekawienie.
Zacisnął pięści z wściekłością.
Zobaczą, przekonają się.
Popadł w gorączkowe rozdrażnienie. Głowa omal mu nie pękła od natłoku myśli, których nie mógł opanować, tak się rozdrabniały i rozpraszały. Wszystko, o czym myślał, wydawało mu się zdaniem nieskończonej długości, powikłanym tysiącznymi warunkami i względnościami. Treści zdania nie mógł uchwycić. Wiedział tylko, że ustawicznie czegoś szuka.
Stanął na środku pokoju i myślał długo, czego właściwie szuka.
Aha! Jeżeli ma się przedostać przez mur ogrodowy, musi mieć żelazo do wyważania lub coś podobnego.
Nagle zapomniał o wszystkim. Nie był już w stanie opanować swych myśli, podszedł do drzwi, zamknął je ostrożnie za sobą. Nieprzyjemne uczucie zimna w nogach oprzytomniło go.
Buty, buty! Musiał przecież włożyć buty, jeśli miał wyjść.
Poszukał butów, szyję okręcił szalem i począł zastanawiać się nad tym, co czyni.
Ależ do pioruna! czyż jestem obłąkany? O co mi właściwie idzie? Chcę zaczerpnąć świeżego powietrza... Tutaj duszę się, muszę odetchnąć z głębi piersi, raz z głębi piersi odetchnąć.