W ten sposób zbliżył się do mostu.

Nasłuchiwał. Jeśliby teraz ludzie szli przez most, spostrzegą go niewątpliwie.

Która też godzina być może? Chyba nie ma jeszcze dziesiątej. Tak, z pewnością nie ma.

Chciał iść dalej, ale nie miał odwagi ruszyć się z miejsca.

Nagle przyszła mu do głowy przerażająca myśl. Może go ktoś spostrzegł i teraz, po cichu za nim się skrada. Gorączkował, w głowie poczęło mu huczeć — nic nie słyszał.

Uspokoił się jednak natychmiast.

Przecież tak być nie mogło! Jeśli ma gorączkę, to nerwy jego podrażnione i przeczulone, a w takim razie musiałby wszystko widzieć i słyszeć.

Wielka, niespodziewana energia natchnęła go otuchą, dodała siły.

Przyczołgał się do mostu, wdrapał się po wiązaniu belek aż do samego środka, z małym wysiłkiem przedostał się na drugą stronę i spuścił się na dół. Teraz jednak droga stała się znacznie trudniejszą.

Brzegi rowu były zupełnie strome, dotykały z obu stron murów przyległych domostw, w skośnej równej linii.