Z trudem, powoli, obrócił się twarzą do muru i czepiając się rzadko tu i ówdzie rosnących krzewów, mozolnie posuwał się naprzód.
Począł z sił opadać, z każdą chwilą czuł się więcej osłabionym.
Jeśliby teraz omdlał, wpadnie natychmiast do rowu.
Wytężył wszystkie siły i rozpacznym53 wysiłkiem dotarł wreszcie do muru ogrodu. Tam dopiero miał pewny grunt pod nogami, bo mur nie dotykał już bezpośrednio rowu.
Odetchnął, strasznie zmęczony. Drżał na całym ciele.
Nie, drugi raz już tej drogi nie przejdzie. Nie będzie w stanie, zabraknie mu sił. Przy takim zmęczeniu nie potrafi niczego dokonać.
Objął go głęboki smutek. Całą energią powstrzymywał łzy cisnące się do oczu.
Usiadł na kamieniu.
Nie, w ten sposób niczego nie zrobi. Lepiej niespostrzeżenie przejść przez miasto i dać się zamknąć w ratuszu. Pragnienie zemsty wzmoże jego siły... Tak, tak, siły będzie miał dosyć... he, he...
Wtem nagle dręczące myśli cisnąć mu się poczęły do głowy. Ależ na miły Bóg, czyż jestem szalony? Tysiąc ludzi stanąć może na moście i patrzeć, jak się będę skradał wzdłuż murów. Nie mam żadnej osłony, żadnego ukrycia. Każdy może mnie zobaczyć...