Skradał się na palcach, tłumił oddech, nowy atak kaszlu dławić go począł... Za drzwiami usłyszał głośną rozmowę, stracił nagle władzę nad sobą, zakaszlał silnie, zląkł się, odgłos własnych kroków ogłuszał go, jak gdyby uderzenia maczugi...
W tej samej chwili drzwi się otworzyły. Z ulicy wpłynęła struga jasnego światła gazu. Z przerażeniem cofnął się wstecz56.
W drzwiach stał Ostap.
IV
Z osłupieniem spojrzeli sobie w oczy.
— Wroński! — szepnął wreszcie Ostap.
Wroński odzyskał przytomność.
— Tak... Ostap! Nieprawdaż?... Ja...
— Ale, cóż pan tu robi?
Wroński z trudem starał się zapanować nad sobą, czuł jednak, że głos jego drżał.