I zobaczył nagle, że usta Ostapa się otwierają, że twarz jego coraz gwałtowniej drgać poczyna. Oczy ich wzajemnie wżerały się w siebie, widział, jak Ostap się pochylił, lęk go straszny ogarnął, zerwał się z sofy.

Obydwaj odzyskali przytomność i bezustannie patrzyli na siebie.

Twarz Ostapa wykrzywiła się boleśnie, w mgnieniu oka jednak odzyskał spokój.

Usiadł.

— Ogromne to na mnie zrobiło wrażenie, gdy pan powiedział, że pan wkrótce umrze. Nie wiem dlaczego. Tylu ludzi umierających widziałem przecież dokoła siebie...

Namyślał się długo.

— A podejrzenia pańskie, że względem siostry miałem niecne zamiary, były bezpodstawne, zupełnie bezpodstawne... Krzywdę mi pan wyrządził... No tak! A może i nie. Wtedy byłem rozpustnikiem. Nie znałem hamulca...

Umilkł i wpatrywał się w ziemię.

Wroński próbował rozumieć, co Ostap mówił, ale słyszał tylko dźwięk niektórych słów. Trwoga jego coraz się wzmagała. Był bliskim zemdlenia. A więc był naprawdę chory.

I nagle przypomniała mu się anegdota o dziewczynie spartańskiej, która odgryzła sobie język, aby nie zdradzić tajemnicy swego kochanka. Myśl ta uporczywie czepiła się jego mózgu. O niczym innym nie mógł myśleć. Musiał to głośno powiedzieć.