Począł się zastanawiać, głęboko zamyślony. Dlaczegóż właściwie nie miałby pójść? Noc całą zabije w ten sposób, a to przecież najlepiej! Tak, to najlepiej! To nawet jest teraz dla niego dobrodziejstwem!

W zamyśleniu zeszedł ze schodów, stał jednak znowu przez długą chwilę, zanim otworzył bramę.

Czy może lepiej wrócić? Cóż będzie robić tam u tego głupiego burmistrza?

Ale przerażające uczucie osamotnienia gnało go naprzód. Tam będzie przynajmniej światło, będzie słyszał gwar rozmowy ludzi, tych głupich, dziwacznych ludzi!

Z daleka już widział dom burmistrza w świątecznym oświetleniu.

Gordon był naturalnie w liczbie gości!

— He, he, Gordon gościem swego wuja.

Zaśmiał się szydersko61.

— No! kochany wujaszek doczeka się pięknej pociechy ze swego siostrzeńca... ha, ha, ha...

Gdy wszedł, zauważył grupę kilku panów zawzięcie ze sobą rozprawiających. Burmistrz był bardzo wzburzony i gwałtownie wymachiwał rękami.