— Ach — otóż i pan Ostap. Dlaczegóż tak późno?
Ostap przepraszał, a burmistrz serdecznie ściskał jego ręce.
— Właśnie mówiliśmy o panu. Mój siostrzeniec Gordon...
— Ależ, daj spokój kochany wuju — Gordon uśmiechnął się — Ostap wie doskonale, jakie mam o nim zdanie.
— Tak, tak, naturalnie! Przecież jesteście najlepszymi przyjaciółmi. Szczęście to dla naszego miasta, że taką młodzież potrafiło sobie, że tak powiem, wychować...
Burmistrz dobrodusznie poklepał obu po ramionach.
Wszyscy zebrali się około młodego księdza, który nie posiadał się z oburzenia.
— Tak, tak, moi panowie! — wskazywał na kartę zadrukowanego papieru. — Widzicie! oto ta wstrętna agitacja... W tysiącach egzemplarzy rozrzucono tu, po całym mieście tę odezwę... A zawiera ona najbezwstydniejsze kłamstwa, jakie kiedykolwiek czytałem... To hańba — to, to... Słuchajcie tylko! List otwarty do robotników przez kapłana z ducha bożego, ks. Ściegiennego. Wiecie zapewne, że ten nieszczęśliwy, zbłąkany człowiek wysłany został przez rząd rosyjski na Sybir... Tam też umarł przed dawnym już czasem... A teraz to łajdactwo fałszuje jego nazwisko... Posłuchajcie tylko dalej... Najbezwstydniejsze, najzuchwalsze podżeganie do nienawiści klasowej. Podburzają wprost lud roboczy do gwałtów i rozbojów... Robotnicy przemocą zdobyć sobie powinni to, co im się należy, nie cofać się przed żadnym środkiem, aby swych wyzyskiwaczy — mowa tu naturalnie o nas — raz na zawsze zgnieść i zgnębić... Księży nazywają tu kłamcami i darmozjadami, którzy robotników, jakby na rzeź, prowadzą w ręce nienasyconego kapitalizmu... Wystawcie sobie panowie, że te łotry z całą bezczelnością przysyłają mi to pocztą! Zresztą co dzień niemal otrzymuję listy anonimowe, w których grożą mi śmiercią i gwałtem, jeżeli nie zaprzestanę zwalczać tego zwierzęcego wyrodzenia się naszego społeczeństwa...
Odezwa przechodziła z rąk do rąk.
— To bardzo niezręczna robota agitacyjna — zauważył Gordon obojętnie. — Nie sądzę, by choć jeden jedyny robotnik mógł ponieść z powodu tego świstka jaką szkodę na duszy.