— Pan nie docenia jego skutków — ksiądz mówił z wielkim zapałem — pan stanowczo ich nie docenia. Im więcej proste, grube są środki, tym większa ich skuteczność. Odezwę tę wszędzie poprzylepiano. Ja sam zdarłem ją dzisiaj z bramy kościelnej.

— Tak, nie ulega kwestii, że szczególniej nasze miasto jest dotknięte tą zarazą... Na każdym kroku człowiek się z tym spotyka — zauważył jakiś młody adwokat.

Burmistrza ogarnęło przerażenie.

— No i cóż tu robić? Rozważcie tylko panowie, jak naprawdę rzeczy stoją. Należałoby przypuszczać, że w mieście o dziesięciotysięcznej ludności wszystkie stosunki tak są dokładnie znane, że bez trudu można by schwytać agitatorów... A tymczasem! Nikt nie widział winowajcy, raczej winowajców!

— Z zewnątrz nic nie dochodzi — zauważył poczmistrz. — Wszystkie podejrzane przesyłki kazałem otwierać.

Burmistrz zupełnie wyczerpany ocierał sobie pot z czoła.

— Jestem zrozpaczony, moi panowie. Lud podżegany i buntowany z dnia na dzień staje się zuchwalszym. Powołują się już na wynagrodzenie robotników w Szwajcarii. Lada dzień robotnicy porzucą warsztaty... Nie mają już szacunku dla przełożonych, dla religii, nie mają bojaźni przed karą... Wczoraj jakiś robotnik szpadlem roztrzaskał głowę dozorcy... Teraz znów przebąkują o wielkim strejku62 w cukrowni...

Burmistrz jęknął i usiadł, nie wiedząc, co czynić. Całe towarzystwo zdawało się żywić głębokie współczucie dla jego strapienia. Dopiero po chwili ksiądz przerwał pełną skupienia ciszę.

— Nawet młodzież w szkole podlega zgubnym wpływom zarazy. Co najmniej jedna czwarta część tych smarkaczy zarażona ateizmem. Najzuchwalszych wypędzono, reszta ostrożniejsza. Ale i tak wiem, że kilka egzemplarzy Büchnera63, Straussa64 i Renana65 przechodzi z rąk do rąk... Trudno sobie nawet wyobrazić, jakie te młokosy stawiają mi pytania z bezczelnie niewinną miną... No, ale ja pierwej nie spocznę, aż odłączę kozły od owiec66!

— To jednak rzecz dziwna — rzekł Gordon — że niczego o źródłach agitacji dowiedzieć się nie można. Przecież ci burzyciele w ogóle bardzo głupio i niezręcznie zabierają się do rzeczy.