— W ogóle — tak! — adwokat przybrał minę bardzo poważną.

— Zechce pan jednak zwrócić na to uwagę, że prawdopodobnie mamy tu do czynienia z bardzo wytrawnymi i zręcznymi złoczyńcami. Przypuszczam, że tu w mieście jest kilku agitatorów, przebranych dla niepoznaki za robotników. Naturalnie umieją się oni doskonale maskować. Ja bym szukał winowajców właśnie między najgłupszymi na pozór robotnikami.

— Tak, tak, to pomysł znakomity — zawołał Gordon.

— Ci właśnie głupi i najgłupsi robotnicy — ciągnął dalej adwokat — odbierają odezwy na z góry umówionych miejscach i niepostrzeżenie dalej je rozszerzają. Kazałem sobie przynieść metryki wszystkich robotników, niestety jednak nic z tego dowiedzieć się nie można. To hołota, ze wszystkich krajów zebrana...

Przyniesiono stoliki do kart.

Ostap przeszedł do drugiego pokoju. Zobaczył Helę i Polę obok siebie. Rozmawiały i śmiały się wesoło. Hela jednak zdawała się czekać na Ostapa, gdyż zaraz podeszła do niego.

— Słyszałam, że ciężko zapadłeś po tym wypadku u mnie.

— Nie! Nie byłem chory. To był jeden z tych zwyczajnych ataków, które ostatnimi czasy przechodziłem.

Nagle opanowała Ostapa nieprzezwyciężona chęć ziewania, przemógł się jednak z największym wysiłkiem. Zresztą był bardzo roztargniony i ciągle szukał czegoś oczyma.

— Nigdy cię jeszcze takim nie widziałam — rzekła Hela. — Co ci jest?