Gdy wreszcie zajechali w obszerny dziedziniec, wziął ją pod rękę i zaprowadził, raczej zaniósł do swej pracowni.

Pola z przestrachem obejrzała się dokoła. Teraz dopiero wróciła jej przytomność.

Wzdrygnęła się, padła na sofę i poczęła płakać.

Gordon chodził wielkimi krokami tam i na powrót68, stanął przed nią, patrzył długo w jej twarz i uśmiechnął się z zakłopotaniem.

— Uspokój się, Pola, zrób to dla mnie, uspokój się! Uspokój się! Nie możesz sobie wystawić, jak strasznie cierpię! Nie masz pojęcia. Nie płacz. Słuchać nie mogę twego łkania...

Usiadła i nieprzytomnie spojrzała na niego.

— Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?

— Dlaczego? Zostań moją żoną, Pola. Na zawsze przy mnie możesz pozostać. Wszystko moje do ciebie należy. Zostań moją żoną.

Spojrzała na niego, nie rozumiejąc ani słowa.

— Czy chcesz, Pola, czy chcesz zostać moją żoną? Na rękach cię nosić będę. Dobrze ci będzie u mnie. Tobie i Stefanowi. Chcesz? Pojadę zaraz do Stefana i przywiozę go. Razem tu wszyscy żyć będziemy. Będzie nam tak dobrze.