— Tak. — głos Gordona był bezdźwięczny i ochrypły.
— Ona cię nienawidzi! — rzekł Ostap mimowolnie i jakby nieprzytomny.
Gordon uśmiechał się.
— Czyś ty ją w sobie pokonał? — zapytał Ostap po długiej pauzie.
Gordon nie odpowiadał. Wychylił szklankę do dna. Znowu milczeli.
— Ale ty nie zachorujesz, Ostapie? Co? Tyś bardzo blady. W ostatnim roku pewnie bardzo źle ci się wiodło?
Ostap wzdrygnął się i patrzył nań bezmyślnie.
— Śmierć twego dziecka pewnie bardzo cię wzruszyła?
Ostap pokrył się trupią bladością, ręce zaczęły mu drżeć, a oczy rozwarły się nadmiernie.
Gordon spojrzał nań zdumiony.