Nie stawiała już więcej oporu. Zaniósł ją z powrotem. Czuł, że była zupełnie przemoczoną i drżała gorączkowym dreszczem.

— Puść mnie! Zostaw mnie samą. Dręczy mnie twoja obecność.

Szła obok niego.

Kiedy wrócili na podwórze, parobek stał już przy koniach.

— Idź, przynieś futro! — krzyknął na niego Gordon.

Otulił ją futrem.

— Zamknij dom, idź do miasta po konie do Paetzla.

Przez całą drogę nie mówili ni słowa.

Przed domem Stefana Gordon stanął.

— Pola! — rzekł smutnie.