Ziewnął przeciągle.
— No, tak! Jak ci się zdaje, Gordonie?
Spojrzał na Gordona i smutnie kiwnął głową.
Gdy Kasia wyszła, spojrzeli na siebie prawie nienawistnie.
— Dziwnie się jakoś zmieniłeś — rzekł wreszcie Gordon.
— Dlaczegóż by nie? Zostańmy na powrót przyjaciółmi. Ty teraz sam jeden wreszcie mi pozostałeś, chociaż i ciebie już więcej znosić nie mogę.
Kasia przyszła z winem.
— A teraz, Kasiu droga, idź spać, sama, zupełnie sama, jak obyczajnej dziewicy przystoi. Masz tu wszystkie moje pieniądze. Wstaniesz o szóstej. Prawdopodobnie zastaniesz nas tu jeszcze. Tak, masz rację, przynieś jeszcze dwie butelki, ale prędko.
Gdy wszystkie jego polecenia spełniono, spojrzał znowu na Gordona, w połowie dobrodusznym, w połowie szyderskim72 wzrokiem.
— Właściwie przeżyliśmy wielki szmat życia razem. Sądzę, że późniejsze pokolenia długo sobie jeszcze opowiadać będą o szlachetnej parze Dioskurów73...