— Tak. Szczególna zmiana dokonała się w tobie.

Nagle ogarnął go niepokój.

— Straszne jakieś plany przechodzić ci muszą przez głowę — szepnął.

Ostap uśmiechnął się.

— Wszystko uczynię, co ci przyrzekłem. Nie wiem właściwie dlaczego, bo cała ta sprawa przestała już wzbudzać we mnie zajęcie... Tak, więc ten młody Wroński ma też tu coś do roboty?... No, ja nie chcę wglądać w twe zamiary... Ale tego malca powinieneś dobrze pilnować. Jest chory i z silną gorączką łazi po świecie — uśmiechnął się z lekka. — Sądzę, że to on właśnie dopomógł mi do tego szczególnego przełomu w mej duszy. Tak mnie zupełnie zrobił samotnym...

Zamilkł i wpatrywać się począł w Gordona.

— Nie znasz mnie. Patrzysz na mnie tylko przez twą nienawiść — rzekł Gordon cicho. — Nie wiesz nic o mnie. Wy wszyscy nic nie wiecie. Ja więcej od ciebie jestem samotnym... No tak, Ostapie, wierzę, że gotów jesteś do wszystkiego, ale czuję także, że przeciw samemu sobie knujesz coś strasznego...

— Daj spokój, Gordonie, daj spokój — Szatanie! Twoje zdrowie! Nie mam już więcej nienawiści dla ciebie...

Zdawało się, że Ostap powiedział to zupełnie mechanicznie, myśląc o czymś zupełnie innym.

— Słuchaj, Gordonie, ja zamordowałem dziecko — krzyknął gwałtownie i ciężko odetchnął.