Gordon zerwał się z miejsca, ale siadł zaraz na powrót.

— Moje własne dziecko — szepnął Ostap i zaśmiał się idiotycznym, obłąkanym śmiechem.

Obydwaj z osłupieniem wpatrywali się w siebie.

VIII

Pół godziny prawie przeszło wśród głuchego milczenia.

I znowu spojrzał Ostap na Gordona z dziwnym, pełnym zakłopotania uśmiechem.

— Myślę o tym ciągle — rzekł — ciągle...

Zakrztusił się, chwycił za szklankę i począł opowiadać szybko i chciwie.

— Nikt tego nie widział. Żaden sąd nie byłby w stanie udowodnić mi zbrodni, a jednak mam uczucie, że każdy człowiek wie o niej. Widzę moją tajemnicę we wszystkich ogłoszeniach, czytam listy gończe w każdym dzienniku...

Spojrzał zmieszany dokoła, uśmiechnął się i bawił się nerwowo szklanką. Zdawało się jednak, że go ogarnia i przemaga chorobliwe pożądanie zwierzenia się, ogłuszenia swego bólu opowiadaniem.