— Proklamację pisał Wroński?
— Tak.
— Bardzo dobra.
— Tak, bardzo dobra. — Gordon w zamyśleniu przesunął ręką po włosach.
— Któż ją rozszerza77?
— Okonek.
— Ten, co przeszłego roku chciał sobie gardło poderżnąć?
— Tak.
— I jego też oplątałeś? — Ostap ze zdziwieniem spojrzał na Gordona. — Winszuję ci, czasami jesteś rzeczywiście podziwienia godnym. Widziałem go przeszłego roku, był strasznie pijany, zdaje się, że miał już delirium i wtedy wrzeszczał: „Ja jestem ja...”. Od razu pomyślałem, że mógłbyś z niego coś zrobić... Ale wiesz co, mnie to wszystko w ogóle za mało obchodzi. Rozumiesz mnie: jestem tylko dyletantem — tylko dyletantem...
Wypił do dna butelkę i nagle uderzył się ręką w czoło. Był niezwyczajnie wzburzony.