Gordon pierwszy opanował się i wyszedł, nie mówiąc ani słowa.

IX

Brama frontowa była zamknięta, Gordon musiał więc przejść przez dziedziniec, by wyjść drogą prowadzącą przez wielki ogród.

Nie uszedł jednak jeszcze stu kroków, gdy Ostap dopadł go zziajany, zdyszany i konwulsyjnie uczepił się jego ręki.

— Nie odchodź, na miłość boską! Zostań przy mnie! W tobie jest potęga. Przy tobie jestem spokojny, tylko z twej potęgi mogę czerpać życie. Jestem tak słaby, ty możesz być mi podporą. Ściga mnie trwoga, a ty jedyny ją rozpraszasz. Wróć, chodź ze mną, będę kradł, mordował, rabował, całą prowincję zarażę bakcylami...

Nie mógł mówić dalej, powtarzał bezmyślnie te same słowa.

Gordon spojrzał na niego. Ostap był zmieniony do niepoznania79. Twarz jego ściągnęła się konwulsyjnym kurczem, usta drgały gorączkowo.

— Nie, nie chcę! — rzekł wreszcie Gordon. — Dość długo słuchałem twej gadaniny. Wysilasz się, by mnie jak najdotkliwiej obrazić.

— Nie, nie! — Ostap załamał ręce. — Nie chcę cię obrażać, ale ty dla mnie jesteś Aleksandrem Wielkim, Byronem, Karolem XII.

Gordon odwrócił się z niechęcią i chciał iść dalej. Ostap zatrzymał go przemocą.