Ale zaledwie stanął w drzwiach, Ostap cisnął za nim pełną butelkę. Jednak nie miał już władzy nad swymi członkami; butelka przeleciała za wysoko i rozbiła się o ścianę.

X

Na dworze padał deszcz. Gordon był bardzo zadowolony. Ten przeklęty śnieg budził w nim tyle trosk. Ale teraz już niedługo stopnieje. W dwa dni...

Spojrzał na zegarek. Dochodziła czwarta. Mógł jeszcze iść do Hartmanna. Ale nie! Botko miał to załatwić. Zresztą był bardzo zmęczony.

Szedł bezmyślnie, prawie mechanicznie, nie troszcząc się o deszcz. Skoro doszedł do domu i wszedł do pracowni, rzucił się śmiertelnie znużony na łóżko, nie rozbierając się i zasnął natychmiast. Już po upływie godziny zbudził się i przeszedłszy kilka pokoi znalazł się w małym gabinecie.

— Botko!

Żadnej odpowiedzi.

Gordon zapalił światło.

Botko spał.

Gordon potrzebował wiele czasu, nim go zbudził.