— Było to dość trudno.
— I rzeczywiście nie pomogłeś mu na drugi świat?
— Nie! Umarł w korzystnym czasie, a śmierć przyszła bardzo szybko. Właściwie tylko dwa dni leżał w łóżku.
— Sumienie jego już pewno od tego czasu niesłychanie obciążone? — Botko śmiał się dobrotliwie95.
— O tak, robi mniej więcej wszystko.
Obaj śmiali się serdecznie.
— Wyznaczono tysiąc marek nagrody za jego schwytanie. — Gordon śmiał się jak dziecko96. — Naturalnie widują go często. Przed trzema dniami widział go parobek w moim lesie. Przysięga, że to był Sobek. Ha, ha, ha... kazałem mu zrobić doniesienie...
Znowu śmiali się. Ale nagle Botko stał się bardzo poważny.
— Nie boisz się o siebie? Nie sądzisz, że mogą odnaleźć twoje ślady?
— Nie... nie, nie sądzę. Wszystkim tym ludziom zamknąłem usta jakąś zbrodnią, o której ja wiem... Co najwyżej można by się obawiać Okonka. Nie można nigdy zawierzać tym parobkom, jest on wprawdzie inteligentny, ale mógłby się przecież zdradzić, mówi za wiele, miał dawniej delirium.