Burmistrz był zupełnie wzruszony.
— Kazałeś zamknąć głównych krzykaczy z jego fabryki? — zapytał Gordon po chwili.
— Tak. Czy może niedobrze zrobiłem?
— Owszem. Dobrze. Ale teraz postępuj ostrożnie, pogorszyłbyś tylko położenie, a mógłbyś się pozbyć stanowiska. Majątku nie masz, a ja najpóźniej za rok zbankrutuję.
Burmistrz biegał niespokojnie po pokoju.
— Tak, tak, masz słuszność. Jakie szczęście, że mam cię przy sobie. Pomyśl tylko, chciałem już pisać do Berlina po kilku zdolnych agentów politycznej policji...
— Ładnie byś się skompromitował. Czy znasz odpowiedź? Znasz? Nie, więc słuchaj: skoro burmistrz miasta z dziesięciu tysiącami mieszkańców może się tak przerazić kilku politycznymi proklamacjami102, w takim razie nie zna zupełnie politycznych stosunków naszego czasu... To mogłoby się źle skończyć.
— Tak, tak, teraz rozumiem dobrze. Nie mogę teraz wcale zrozumieć, jak mogłem tak się przerazić; ale te wieczne listy, te anonimowe listy.
Gordon śmiał się.
— Na Boga, jakiś ty naiwny, wuju! Wszakże to najpospolitsza i najgłupsza taktyka na świecie. Anarchiści zowią to: wzbudzaniem trwogi. Czy wiesz, dlaczego anarchiści rzucają bomby? Tylko po to, aby mieszczaństwo utrzymywać w ciągłej śmiertelnej trwodze. Ten środek straszących listów jest we Francji np. tak zużyty, że żaden człowiek nie zwraca na niego uwagi. Prezydent francuski otrzymuje codziennie setki podobnych listów, co jednak mu zupełnie nie przeszkadza chodzić swobodnie po ulicach...