— Tak, tak, wiem... — burmistrz zdawał się wstydzić swego nieuctwa... — Ale jestem tak nerwowy, spać nie mogę...
— Pokaż mi zresztą te listy. — Gordon wzruszył wzgardliwie ramionami.
Burmistrz podał mu całą paczkę listów.
Gordon przejrzał je uważnie, nagle zmarszczył czoło.
— Dziwne, dziwne — przemówił bardzo poważnym tonem.
— Co jest dziwne? — burmistrza znowu obejmował wielki niepokój.
— Ten list... Wiesz, zupełnie taki sam otrzymałem trzy miesiące temu, kiedy spłonęła moja stodoła.
— Tak, przypominam sobie.
— A teraz chce spalić starostwo.
— Co? Co mówisz?