— Tak jest! Naturalnie! — burmistrz obcierał pot z czoła. — Tak jest rzeczywiście! Nie mogłem uwierzyć, aby jeden człowiek się odważył... Starostwo leży przecież w środku miasta.
— Chciał cię naturalnie w błąd wprowadzić; ale to mu się nie uda.
— Nie, nie! Każę opactwa strzec dniem i nocą.
— Ale masz dosyć służby na to? Musisz całe opactwo otoczyć strażami możliwie najgęściej i to dziś jeszcze. Sobek nigdy nie zwleka.
— Naturalnie, natychmiast!
— Ale masz dosyć policjantów?
— Wezmę wszystkich ludzi do pomocy. Trzech służących z ratusza, sześciu policjantów, razem dziewięciu. To wystarczy.
— Tak, to wystarczy. Musisz naturalnie nakazać im najsurowiej milczenie, przedstawić im to jako głęboką tajemnicę urzędową, inaczej by się miasto zaniepokoiło.
— Naturalnie, naturalnie!
— Teraz godzina trzecia. O siódmej każ im udać się na miejsce. Muszę teraz odejść...