Podali sobie dłonie.
— Słyszałeś pan już, że w Schnittlerowskiej fabryce kipi?
Gordon pokiwał smutnie głową.
— Temu winien jest sam Schnittler. Obchodzi się źle z robotnikami, a oprócz tego demoralizuje ich. On jest ojcem połowy nieprawych dzieci, które księdzu do chrztu przynoszą. Należałoby zamknąć tego człowieka. Jego fabryka stała się wulkanem, który lada chwila wybuchnie.
Ksiądz ponuro spojrzał przed siebie.
— To ręka Boga! Nigdy w moim życiu nie widziałem takiej zgnilizny moralnej, jak tu właśnie.
— Tak, niestety... — Gordon był bardzo strapiony. — Z góry lud bierze zły przykład. Nie ma jednego tygodnia bez jakiegoś skandalu w towarzystwie. À propos: czytałeś pan ostatnią proklamację? Widziałem ją u mojego wuja. Oburzające!
— Sam antychryst ją pisał. Tylko antychryst może pobudzać lud do gwałtów w imieniu Zbawiciela.
— Tak, źle jest — rzekł Gordon.
— Teraz jednak nie będę się powodował żadnymi względami! — kapłan gorzał fanatyzmem. — Publicznie z kazalnicy napiętnuję te gniazda zarazy, w których szatan święci swe orgie. Tu — wokoło: złota młodzież!