Zamilkł, oburzenie nie pozwoliło mu dalej mówić.
— Spotkamy się dzisiaj zapewne u mojego wuja? — zapytał Gordon.
— Tak, właśnie otrzymałem zaproszenie.
— Więc do zobaczenia.
Ścisnęli sobie serdecznie dłonie.
Gordon spoważniał. Było mu zimno, niemiły wiatr ciął go po twarzy.
Jakie szczęście, że śnieg stopniał! pomyślał.
Teraz musiał iść do Wrońskiego.
Uczucie trwogi i litości przepełniało jego duszę. Ale nie dał się owładnąć.
Wroński musiał przecież umrzeć, bądź co bądź.