Kaszlał.
— Dzisiaj więc! — Gordon mówił tonem rozkazującym, prawie surowym. — O dziesiątej godzinie musisz się pan dać zamknąć, a potem czekać, aż pan usłyszysz bicie dzwonów.
Wroński drżał jak osika. Nie mógł się utrzymać na nogach i byłby upadł, gdyby go Gordon nie podtrzymał.
— Boisz się pan? — spytał Gordon z wyrazem najwyższego zdziwienia.
Wroński nie odpowiedział. Ukrył twarz w dłoniach, ale ramiona drgały mu tak gwałtownie, że twarz zdawała się kołysać.
Gordon zaniepokoił się.
— Co panu brakuje? — szepnął wzruszonym110 głosem.
Wroński zerwał się, rozejrzał się błędnie dokoła, wpatrzył się przez chwilę w Gordona. Usta jego poruszały się gwałtownie, skrzywiały111, ale nie mógł słowa powiedzieć.
— Nie mogę! — wyjęknął112 z trudem po chwili.
Gordon drgnął. Zdało mu się, że cały jego plan runął i zagrzebał go pod gruzami.