Spojrzał z uwagą na Wrońskiego.

— No, jeśli pan myślisz, że nie masz dość odwagi, to...

— Nie mów pan dalej — wykrzyknął nagle Wroński — nie mów!

— Wybacz, sprawa jest za poważna, mój kochany Wroński...

Gordon zadawał sobie wiele trudu, aby ukryć silne drżenie.

— Bardzo poważna! Na niej opiera się cały plan.

Wroński rozgorączkowany biegał wkoło.

— Uspokój się pan, nie unoś się tak... Zresztą, dajmy pokój.

Gordon zabierał się do odejścia.

Wroński przyskoczył do niego.