— Zrobię! Zrobię to! Mów pan tylko ze mną... Mów... Tylko w tej chwili, kiedy powiedziałeś pan tak niespodzianie: „Dzisiaj!”... wtedy zdało mi się, że piorun we mnie uderzył. Teraz odzyskuję panowanie nad sobą... Jest we mnie coś innego, co powiedziało to „nie”...

— Nie, Wroński, nie mam czasu. Nie mogę się na to narażać, że w rozstrzygającej chwili powiesz pan nie.

Wroński milczał. Owładnęła nim głucha wściekłość. Piana wystąpiła mu na usta.

Gordon patrzył na niego niespokojny i zdziwiony.

— Jeżeli ja — ja... — głos Wrońskiego drżał tak, że jąkał się całkiem niezrozumiale — jeżeli mówię: zrobię to — to zrobię!

Gordon usiadł znowu.

— Słuchaj pan, panie Stefanie, jeżeli pan tego nie możesz zrobić — Gordon mówił bardzo łagodnie — to ja sam zrobię... nie unoś się pan. Mówię do pana całkiem spokojnie. Nie wezmę tego panu wcale za złe.

— Dość tego! Zrobię!

Oczy Wrońskiego miotały ogień.

— Masz herbatę Wroński? Mam czas do siódmej, do wpół do ósmej; chętnie posiedziałbym i pogawędził z panem.