— To będzie iluminacja. Tylko ja tak straciłem odwagę. Przed kilku dniami zrobiłem próbę... która się nie powiodła... Ale wówczas miałem silną febrę. Przecież mi pan ufasz.

— Otóż, Wroński, wątpiłem tylko chwilę, ale wiedziałem, że nawet sam nie zdawałeś sobie z tego porządnie sprawy.

Wroński wpadł w dziwny zachwyt. Wszystkie jego członki drgały, jakby były samoistnymi organizmami.

Gordon z niepokojem patrzał na niego.

— Nie masz pan trochy116 koniaku?

— Mam, mam...

Wychylili pełne szklanki.

Wroński znowu się uspokoił.

— Wszystko tak urządziłem, że nie mogą pana schwytać — mówił Gordon. — Nawet włos panu z głowy nie spadnie.

— Dobrze, dobrze... ale czekaj pan na mnie! muszę czuć obecność pańską... Muszę czuć; rozumiesz pan?