— Co panu jest?
— Nic, nic! Już przeszło. — prawie gwałtownie zerwał się. — Widzisz pan, jest mi lepiej dzisiaj, ale — ale czuję ją coraz bliżej i bliżej. Nigdy nie czułem jej tak blisko.
— Kogo?
— Śmierć! Śmierć! Czuję mojego trupa, widzę, jak się rozkłada, przechodzi w zgniliznę.
Rosła w nim śmiertelna trwoga.
— A dzisiaj ostatnia radość... Zapominam czasem na kilka chwil, że mam umrzeć i wtedy boję się, że to lub owo mogłoby mi zaszkodzić. Ale mi przecież już nic zaszkodzić nie może...
Opadł znowu na krzesło.
— Człowiek nie jest w normalnym stanie, jeżeli wie, że musi umrzeć — rzekł z cichym, chorobliwym uśmiechem.
— Mogę się widzieć z pańską siostrą?
— Nie, nie, śpi. — Zostaw pan w spokoju to biedne kurczę... tak, kurczę... Widziałeś pan kiedy chore kurczę? To straszny widok! Serce może człowiekowi pęknąć... A ona chora. Jej serce chore. Zdaje mi się, że to Hela Mizerska wywarła na nią straszliwy wpływ. Nie mówi nic, tak nagle schudła...