Wroński wybuchnął spazmatycznym płaczem, ale tylko na chwilę.

— Kocham ją — powiedział i spojrzał na Gordona z dziecinnym, bojaźliwym uśmiechem.

Gordon czuł znowu, jak rozciągnęła się nad nim bezbrzeżna samotność i tęsknota, ale otrząsnął się i wypił szklankę do dna.

— Masz pan silny118 koniak — powiedział.

— Nieprawda119? Mój kuzyn mi go przynosi.

Nagle wpadli obaj w wyborny humor całkiem bezpośrednio120.

— Mój kuzyn jest zwolennikiem podziału własności.

Śmiali się serdecznie.

— Jest śmiały121 jak kot, wdrapuje się po ścianach.

Znowu śmiali się ze znakomitego dowcipu.