— Rozlepia odezwy po gmachach publicznych — Wroński promieniał radością... — Wczoraj omal go nie schwytano. Uciekał, jak mógł najszybciej. Zwinny policjant tuż za nim. Nagle mój kuzyn przykucnął na ziemi, policjant przeleciał z całym rozmachem przez niego i całym ciałem runął na chodnik, jak ropucha.

Śmiali się tak, że Wroński zaledwie mógł mówić dalej.

— Całą skórę zdarł sobie z twarzy o bruk.

— Czy nie poznano go?

— Zaledwie wiedzą o jego istnieniu. Prowadzi żywot ukryty w cieniach. Zresztą czekam na niego, ma mi przynieść ostatnią wiadomość.

— Więc teraz nie mogę widzieć Poli? — zapytał bezpośrednio122 Gordon.

— Nie, nie... teraz nie... śpi.

Nagle roztwarły123 się cicho drzwi, siedmioletni chłopiec wsunął się do pokoju, stanął przy piecu i patrzył na obydwóch z zakłopotaniem.

— Co to jest? — zapytał Gordon.

Wroński się zmieszał.