— Znalazłem go kilka miesięcy temu... Matka mu umarła, a ojciec wygnał go na żebry...

Gordonowi przyszedł na myśl kanarek. Zaniepokoił się. Sam nie wiedział, dlaczego. Czyżby Ostap rzeczywiście miał słuszność?

Powstał.

— Więc do widzenia, Stefanie... po dokonanym czynie...

Uśmiechnął się, wyjął z kieszeni garść pieniędzy i dał chłopcu.

— Lubisz pan dzieci? — spytał Wroński.

— Tak. Bardzo. Chciałbym chętnie124 mieć dzieci... Pozdrów pan ode mnie Polę... I... — kończył szeptem — nie zapomnij pan, że masz czekać bicia dzwonów...

— Nie! nie!

III

Ale zaledwie Gordon wyszedł, ogarnął Wrońskiego na nowo straszny niepokój.