— No! W takim razie będę się uczył nienawidzić! — krzyczał jak szalony. — Sam wytworzę sobie potrzebną nienawiść!
To świństwo! Został upokorzony, wyśmiany, wzgardzony słowem i spojrzeniem, a teraz nie czuł nawet nienawiści. Czyż już to żebractwo całkiem jego dumę przeżarło? He, he, be... Po co to śmieszne gadanie? Czyż w ogóle potrzebował się przygotowywać? po prostu zrobi, musi wszystko zrobić!
Ogarnęła go taka wściekłość, że z trudem tylko powstrzymał się, aby się nie bić po twarzy.
A jak się pięknie Gordonowi przedstawił! Zdruzgotany, złamany. A potem ta jękliwa i płaczliwa odpowiedź: „nie mogę!”.
Nie powinien dalej o tym myśleć. Zresztą kaszel odwrócił jego uwagę.
— Teraz już ani słowa więcej.
Wkrzykiwał to w siebie.
Zresztą było już za późno na namysły. Za późno. Nie wiedział, dlaczego było za późno, nie było żadnych przyczyn. Teraz musiał działać, choćby mu serce miało wyskoczyć z piersi ze strachu.
Wstał, napił się i położył się znowu.
Nagle nie czuł już trwogi. Był szczęśliwy, że nie potrzebował więcej myśleć o swoim czynie. Postanowienie było powzięte. Więc po co jeszcze myśleć?