Hela podniosła się, ale musiała się znowu położyć. Wydawała się bardzo chora.

Ostap chciał się uśmiechnąć, ale uśmiech zamarł mu na wargach, twarz skrzywiła się bolesnym grymasem.

— Jakiś ty znękany! — jękła133. — Jak ty wyglądasz?

— Hela, jestem ci wdzięczny. Myślałem, że mnie wcale nie przyjmiesz, a ty litujesz się nawet nade mną.

Nie odpowiedziała. Nastało długie milczenie.

Ostap gryzł nerwowo papierosa. Nagle spojrzał na nią bardzo spokojnie.

— Przypominasz sobie, Hela? — mówił głosem zachrypłym i bardzo cichym. — Przypominasz sobie te czasy, zanim ten Belzebub, ten Gordon cię odwiedził? Nie kochałaś mnie, ale było ci przy mnie dobrze. Szukałaś u mnie obrony134, a ja dałem ci ją. Byłaś także dumna: czułaś, że wyratowałaś mnie z przepaści, i to dawało ci siłę, zmniejszało rozpacz. Przypominasz to sobie?

Chwyciła się obiema rękami za głowę.

— Nie mów o tym! Nie mów. Chciałabym ci dać całe moje serce, gdyby ci to mogło co pomóc; ale ten człowiek mnie zniszczył, poszarpał moją duszę. Krwawię, krwawię! Nie mogę myśleć o niczym innym, nie mam innego uczucia, ja — ja...

Wybuchnęła płaczem.