Aha! teraz się zbliża! teraz nadchodzi! — powtarzał bez przerwy.
W końcu udało mu się zapalić lampę... i zapadł w dziwny, bezmyślny stan.
Nagle ktoś go potrącił.
Powoli spojrzał w górę.
— Nie znasz mnie pan?
— A, to pan, Hartmann. Czy spałem?
— Zdaje mi się, że nie. Był to raczej rodzaj letargu — odrzekł Hartmann całkiem spokojnie. — Widziałem raz coś podobnego u jednego z moich przyjaciół w Londynie. Przesiedział w ten sposób przeszło dwadzieścia godzin.
— Rzeczywiście? I cóż to ma znaczyć właściwie? — spytał Ostap roztargniony. — Jak pan sądzisz?
— Co to ma znaczyć u pana, nie wiem... Mój przyjaciel obwiesił się161 we dwa dni później.
— Obwiesił?!