Ostap patrzył na niego bezmyślnie.
— Tak, prawda... Jestem tak roztargniony...
Wyszedł.
VI
— Trzy lewy! — rzekł Gordon i rozdał nowe karty.
— Pomyślcie tylko moi panowie, że rachunki, które stary Ostap przedłożył prezydentowi, są podobno sfałszowane!
Burmistrz szeptał i rozglądał się wkoło.
— To naturalnie tajemnica urzędowa. Musiał natychmiast jechać do prezydenta. Ajent policyjny164 odwiózł go.
— Już odjechał? — spytał Gordon z roztargnieniem.
— Oczywiście! Stary był w rozpaczy. Nie rozumiem tego, zaszło jakieś nieporozumienie. Ostap był zawsze naszym najsumienniejszym urzędnikiem.