Między robotnikami biegał zrozpaczony Schnittler. Łamał ręce, zaklinał ludzi, aby ratowali, przyrzekał im złote góry, ale tłum patrzył na niego głuchy i obojętny: przecież nie dało się nic uratować. Cóż miano ratować?

Nagle rozniosła się wieść między robotnikami, że Schnittler sam podpalił fabrykę, aby uzyskać ogromną sumę ubezpieczenia.

Jak ta pogłoska powstała, nikt nie wiedział. Prawdopodobnie już dawniej opowiadano, że Schnittler nosi się z tym zamiarem, bo pogłoska stała się nagle pewnikiem. Dawniej szeptano tylko przypuszczenia, teraz nikt już nie wątpił.

Tłum robotniczy oszalał.

— Ten pies chce uciec do Ameryki ze swymi nałożnicami — krzyczał silny168, zdziczały169 robotnik. — Teraz możemy tu zdychać z głodu.

— Gdzie znajdziemy teraz pracę? — wrzasnął inny. — Teraz, w środku zimy?

To pytanie stało się okrzykiem bojowym: kobiety zaczęły wyć, mężczyźni klęli i grozili zaciśniętymi pięściami.

Schnittler nadbiegł znowu, błagał i łamał ręce, ale tłum spoglądał ponuro na niego.

Młody robotnik podbiegł i potrącił170 go z wściekłością.

Schnittler oniemiał.