Morze płomieni rozlało się na szerokości kilkuset metrów.
Trwoga i przestrach174 ogarnęły tłum. Wszyscy biegli ku gorzelni.
Gordon spojrzał na zegarek. Powoli i niepostrzeżenie oddalał się, przechodził od jednej gromady robotników do drugiej, słuchał przekleństw i wyzwisk, słuchał wycia kobiet, widział trwogę i rozpacz.
Teraz będę zbierał plony! pomyślał i uśmiechnął się smutnie. Litował się nad robotnikami pozbawionymi pracy.
Poszedł do miasta, aby rozkazać bić w dzwony.
VII
Wroński wkradł się niepostrzeżenie do ratusza. Był już najwyższy czas. Niedługo potem usłyszał, jak zegar wybił dziesiątą godzinę.
A może to nie było niedługo potem. Rachunek czasu przedstawiał mu się tak dziwnie. Czasem godzina biegła niby sekunda, czasem rozciągała się w nieskończoność.
Był zupełnie spokojny, nie czuł ani cienia obawy.
Tylko dziwaczne, maniakaliczne175 pomysły dręczyły go bez przerwy.